Bez odpowiedniej kultury ziemi daleko nie pociągniemy. Ja
mam to szczęście w nieszczęściu, że ziemia leżała odłogiem przez kilka
(naście?) lat więc nie jest zatruta chemią rolniczą, natomiast klasa ziemi jest
słaba V i VI, więc główne zadanie to poprawa jej jakości. Czy to jest możliwe?
Moja intuicja, wiedza od ekologicznych praktyków i dotychczasowe doświadczenie
mówią mi, że będzie to działać. Po pierwsze mimo, że ziemia jest takiej słabej
klasy. to po usunięciu darni, perzu etc pod spodem jest dość dobra ciemna
ziemia, widać, że kilka centymetrów próchnicy powstało przez ten czas gdy
ziemia była nieużytkowana. A jak ja poprawiam jakość ziemi?
1.
Nie używam żadnej chemi do nawożenia i ochrony
roślin
2.
Miejca pod uprawę/nasadzenia „gleboryzarkuję”, a
następnie sieję dynamiczne akumulatory, czyli rośliny które wyciagają z
głębszych warstw ziemi odpowiednie minerały, a następnie po ścięciu tworzą
próchnicę, lub posiadają odpowiedni system korzeniowy dostarczając azotu glebie
(łubin, koniczyna, karaganda syberyjska)
3.
Zaszczepiam glebę pozytywnymi mikroorganizmami,
które pomagają rozkładać materię organiczną w glebie.
Do tego zastosowałem beczkę. 200l beczkę, częściowo
wkopałem wlałęm do niej Humus Active (z Ekodarpol) oraz Astvit – naturalne nawozy
zamierające odpowiednie kultury bakterii tlenowych. Aby namnożyć więcej tych
bakterii dodaję melasy, aby miały się czym odżywiać i rozmnażać, następnie
takim specyfikiem podlewam lub spryskuję rośliny. Przed posadzeniem moich
roślin zaprawiam im również korzenie takim specyfikiem, co powoduje, że się
łądnie przyjmują i są zdrowe. Obecnie mam doświadczenia z roślinami
doniczkowymi w domu – rosną super, oraz jednym sezonem w siedlisku, a obecny
sezon będzie dobrym testem sprawdzającym ten nawóz.
Nie mam dostępu do obornika, więc z niego nie
korzystam, zastępuję go tak jak przedstawiłem powyżej materia organiczną ze
ściętych roślin oraz Humus Active i Astvitem. Wiem, że niektórzy stosują
również „herbatkę kompostową” wytwarzaną przez dżdżownice kalifornijskie,
myślę, że może mieć to podobne efekty i skład, ale u mnie kompost też jest
dopiero w fazie pierwszego sezonu, więc jakieś doświadczenia pojawią się pewnie
w kolejnym sezonie.
Badania dostarczone przez producenta sugerują, że
nawozy te działają podobnie jak obornik w glebie i po kilku sezonach stosowania
poprawiają klasę gleby, oczywiście przy dostarczaniu materii organicznej
glebie, a stosowane jako oprysk na roślinach zapobiegają chorobą, likwidują
szkodniki i ogólnie wzmacniają rośłiny aby mogły samodzielnie radić sobie z
potencjalnymi problemami. Jestem zazwyczaj sceptyczny w stosunku do zapenien
producentów, więc wolę wszystko sprawdzić w praktyce. Częściowo już mam pewne
doświadczenia, mizerne lecz mimo wszystko pozwalają mi sądzić, że producent nie
wkręca klientów w kolejną marketingową bajeczkę. Ten sezon wiele mi powie o
skuteczności ten metody i jesienią podzielę się wynikami – ile tego stosowałem,
jak i jakie efelty osiągnąłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz