czwartek, 28 maja 2015

Beczka i poprawa jakości ziemi

Bez odpowiedniej kultury ziemi daleko nie pociągniemy. Ja mam to szczęście w nieszczęściu, że ziemia leżała odłogiem przez kilka (naście?) lat więc nie jest zatruta chemią rolniczą, natomiast klasa ziemi jest słaba V i VI, więc główne zadanie to poprawa jej jakości. Czy to jest możliwe? Moja intuicja, wiedza od ekologicznych praktyków i dotychczasowe doświadczenie mówią mi, że będzie to działać. Po pierwsze mimo, że ziemia jest takiej słabej klasy. to po usunięciu darni, perzu etc pod spodem jest dość dobra ciemna ziemia, widać, że kilka centymetrów próchnicy powstało przez ten czas gdy ziemia była nieużytkowana. A jak ja poprawiam jakość ziemi?
1.       Nie używam żadnej chemi do nawożenia i ochrony roślin
2.       Miejca pod uprawę/nasadzenia „gleboryzarkuję”, a następnie sieję dynamiczne akumulatory, czyli rośliny które wyciagają z głębszych warstw ziemi odpowiednie minerały, a następnie po ścięciu tworzą próchnicę, lub posiadają odpowiedni system korzeniowy dostarczając azotu glebie (łubin, koniczyna, karaganda syberyjska)
3.       Zaszczepiam glebę pozytywnymi mikroorganizmami, które pomagają rozkładać materię organiczną w glebie.
Do tego zastosowałem beczkę. 200l beczkę, częściowo wkopałem wlałęm do niej Humus Active (z Ekodarpol) oraz Astvit – naturalne nawozy zamierające odpowiednie kultury bakterii tlenowych. Aby namnożyć więcej tych bakterii dodaję melasy, aby miały się czym odżywiać i rozmnażać, następnie takim specyfikiem podlewam lub spryskuję rośliny. Przed posadzeniem moich roślin zaprawiam im również korzenie takim specyfikiem, co powoduje, że się łądnie przyjmują i są zdrowe. Obecnie mam doświadczenia z roślinami doniczkowymi w domu – rosną super, oraz jednym sezonem w siedlisku, a obecny sezon będzie dobrym testem sprawdzającym ten nawóz.
Nie mam dostępu do obornika, więc z niego nie korzystam, zastępuję go tak jak przedstawiłem powyżej materia organiczną ze ściętych roślin oraz Humus Active i Astvitem. Wiem, że niektórzy stosują również „herbatkę kompostową” wytwarzaną przez dżdżownice kalifornijskie, myślę, że może mieć to podobne efekty i skład, ale u mnie kompost też jest dopiero w fazie pierwszego sezonu, więc jakieś doświadczenia pojawią się pewnie w kolejnym sezonie.

Badania dostarczone przez producenta sugerują, że nawozy te działają podobnie jak obornik w glebie i po kilku sezonach stosowania poprawiają klasę gleby, oczywiście przy dostarczaniu materii organicznej glebie, a stosowane jako oprysk na roślinach zapobiegają chorobą, likwidują szkodniki i ogólnie wzmacniają rośłiny aby mogły samodzielnie radić sobie z potencjalnymi problemami. Jestem zazwyczaj sceptyczny w stosunku do zapenien producentów, więc wolę wszystko sprawdzić w praktyce. Częściowo już mam pewne doświadczenia, mizerne lecz mimo wszystko pozwalają mi sądzić, że producent nie wkręca klientów w kolejną marketingową bajeczkę. Ten sezon wiele mi powie o skuteczności ten metody i jesienią podzielę się wynikami – ile tego stosowałem, jak i jakie efelty osiągnąłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz