Kilka sezonów już minęło na moim pięknym kawałku ziemi, a wydaje mi się, że wszystko mija tam tak niespiesznie, nie ma wielkich zmian, drzewa prawie nie rosną, plonów prawie żadnych nie zbieram, domu nie postawiłem, więc co ja tam cały czas robię, jaką pracę ja tam wykonuję, czy ona ma sens?
Powyższe piszę oczywiście dość przekornie, bo zapał mi nie ostygł, zmiany widzę i cieszę się z nich, natomiast konfrontując to z dzikim pędem wielkiego miasta, z codzienną najemną pracą którą się wykonuje, gdzie potrzeba wyników już teraz oraz patrząc na wielkie zmechanizowane farmy gdzie plon zbiera się na dziesiątki lub setki ton, to niejeden może mnie zapytać co ja chcę osiągnąć, bo jeszcze tam nic nie zrobiłem.
Pewnie niektórzy mogą moją pracę określić jako nic, bo wysiłku i pieniędzy w moje piękne miejsce już trochę zostało zainwestowane, a efekty to tej pory są marne, a chciało by się o wiele więcej i podświadomie moje głodne ego też tego potrzebuję, więc aby je trochę nakarmić tradycyjnie zrobię przegląd i przywołam nowe plany.
1.
Pierwsza rzecz od jakiej zacząłem to zasadzenie lesisto-krzewiastego żywopłotu dookoła mojej działki. Jako, że działka to 2,5ha to i pracy było dużo. Przez parę sezonów wiosną i latem sadziłem różne drzewa i krzewy aby w przyszłości uzyskać pożądany dziki i piękny efekt. W przyszłości, bo jeszcze ta chwila nie nadeszła.
Posadzone drzewka, nawet te paroletnie są jeszcze niewielkie, ziemia uboga i susza nie sprzyjają. Świerki z sadzonek 20-40cm wyrosły może do 80cm, dęby podobnie, część brzóz wyschła, dzikie róże żyją od ponad 2 lat w długim na 100m szpalerze na wschodnim brzegu działki ale jeszcze nie rozkrzewiły się i walczą o życie.
Jedynie co rośnie jak szalone to sosny,tu muszę robić selekcję i wycinać spore ilości aby nie zdominowały mi działki, bo pędzą do słońca z prędkością światła.
2.
Druga rzecz to sad. Posadziłem na przygotowanym około 10 arowym terenie mieszankę kilkunastu drzew owocowych - jabłonie, grusze, śliwy, wiśnie, czereśnie, morele, brzoskwinie, leszczyna.
Większość drzew żyje i rozwija się lecz również powoli mimo, że są podlewane i nawożone naturalnie. W sadzie mam problem jedynie z leszczyną, za chiny nie chce rosnąć, większość drzewek uschła - z 8 posadzonych po 2 sezonach zostały 2... Ciekaw jestem jak sytuacja w tym roku z orzechami włoskimi, na jesieni 2014 posadziłem 6szt, w zeszłym roku były lekko zmarniałe i przymrożone mimo, że były okryte na zimę agrowłókniną. Wiosną wypuściły nowe pędy ale rewelacji nie było, ten rok okaże się chyba dla nich kluczowy.
W nowym miejscu jesienią 2015 posadziłem sad alternatywny z grusz i śliw azjatyckich/japońskich.
3.
Krzewy owocowe.
Tutaj historia również słodko-gorzka. Borówka rośnie całkiem nieźle, dosadziłem nawet jesienią kolejny szpaler 20szt. więc teraz mam 40szt. Na posadzonych wcześniej nawet były owoce, oczywiście tyle co kot napłakał ale już można było popróbować. Podobna historia z aronią - krzew jest niezniszczalny, owocowały mi aronie całkiem przyzwoicie, zrobiłem nawet trochę soku z nich.
Jagoda kamczacka - widać że rośnie ale jeszcze nie owocowała. Posadziłem na jesieni 2015 całkiem spore poletko 40szt.
Nie daję rady jednak z malinami, w zeszłym roku praktycznie nie odbiły, były sadzone już po raz drugi w specjalnie przygotowaną żyzną i wilgotną ziemię ale na razie bez sukcesu. W tej kwestii jednak się nie poddam, w końcu maliny na działce będą...
Wiosną 2015 posadziłem truskawki - tym razem sukces. Już w pierwszym sezonie (było to truskawki tzw "frigo" z lodówki :)) więc ładnie się rozrosły i owocowały - owoce wyśmienite, super słodkie, marzenie. Mam nadzieję, że w tym roku dadzą więcej tych smacznych owoców.
4.
Warzywnik
Miałem kawałek zaoranego pola i spróbowałem, ale perz był nie do opanowania, pochłonął wszystko, nawet rzodkiewkę, na podniesione permakulturowe grządki nie miałem siły ani czasu i w tym roku również warzywnik odpuszczam z wyjątkiem pomidorów, które udało mi się na dobrze przygotowanym kawałku ziemi posadzić (sadzonki wyhodowane przeze mnie z nasion w domu - 16szt) w gruncie i wyrosły bardzo przyzwoicie - miałem sporo radości z własnych, wyhodowanych pomidorów, były na prawdę pyszne, takie o jakich marzyłem :)
Acha, miałem jeszcze ziemniaki z 4 grządek przerośniętych perzem (posadziłem może z 4 kg) zebrałem kilka kilogramów i zrobiłem z nich placki - też były rewelacyjne, marzenie, szkoda, że tak mało. Spróbuje jeszcze w tym roku może gdzieś je posadzić, bo o tych plackach będę marzył kolejne pół roku.
W tym roku 2016, jak zawsze mam bardzo ambitne plany:
1. Kontynuuję pracę nad poprawą ziemi na 2 poletkach. W tym roku jednak muszę usunąć z tamtąd perz, bo zeszłoroczna walka polegająca na przeoraniu, zgryzieniu, zabronowaniu i posianiu roślin okrywowych niewiele pomogła. Rośliny słabo wzeszły a perz urósł w siłę. W tym roku postanowiłem go zlikwidować ciemną stroną mocy. Skorzystałem z osiągnięć mrocznych alchemików i użyję Roundupu. Tak, wiem, że to rakotwórcza trucizna, jestem świadomy konsekwencji, ale mam zamiar skorzystać z tej technologii, bo po pierwsze nie mam zamiaru używać jej regularnie (uważam, że to jest główne zagrożenie płynące z pestycydów) a chcę osiągnąć odpowiedni efekt którego nie jestem w stanie osiągnąć innymi sposobami. Kolejny etap , to oczywiście przeoranie etc i zlanie poletek naturalnym nawozem z żywymi mikroorganizmami oraz posianie roślin okrywowych do przeorania pod koniec lata. Spora inwestycja idzie na te poletka ale będzie tam areał na winnicę oraz mini kiwi.
2. Budowę czas zacząć! W najbliższych tygodniach występuję o pozwolenia na budowę domku z bali 22cm w zabudowie zagrodowej, wymiary zew 10mx6m z poddaszem użytkowym. Koszt całej inwestycji szacuję na 100-120.000zł, będę tu prowadził spis kosztów. W tym roku planuję wybudować fundament podpiwniczony pod ten dom, w przyszłym roku natomiast zrealizować resztę inwestycji, bo muszę zgromadzić trochę funduszy, obecnie mam 40.000zł i szacunki na resztę wpływów - jak fortuna będzie sprzyjać to osiągnę poziom 80.000zł
Bez domu na działce czuję się nieco obco, jak gość, co nie może zostać na noc. Spędziłem w zeszłym roku kilka nocy tam pod namiotem i bardzo sobie chwalę, ale to jedynie ciekawe dodatkowe rozwiązanie a nie sposób na bycie w tym miejscu, więc niech Dola sprzyja aby się darzyło, a w końcu wpuszczę swój korzeń w tę ziemię...
Do dzieła!!!
PS.
W tym roku oczywiście kontynuuje projekt "Pszczoła Murarka". Z małej grupki pszczół które miałem w zeszłym roku, w tym roku mam chyba 4-5 razy więcej kokonów. Projekt już odpalony, pszczoły wsadzone do domku, czekają na wiosnę.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz